Wizja a zarządzanie – jak osiągnąć sukces?

Tomasz Targosz   Szef Sprzedaży 38/2018 Tylko on-line
  • Jakie modele zarządzania wdrażali założyciele i liderzy trzech firm-gigantów z trzech zupełnie różnych branż?
  • Czy wizjonerstwo i skuteczne zarządzania zawsze idą w parze?

Simon Sinek opisał ciekawy model komunikacji największych liderów, który miał przełożenie na sukces największych firm na świecie (patrz ramka). Podobno liderzy ci oprócz komunikatu opartego na tym, co robią i jak to robią, dodawali ważną składową, jaką jest odpowiedź na pytanie: dlaczego to robią. Czy takie podejście w tworzeniu firmy jest skuteczne? Zapraszam do przeanalizowania tegoż modelu na przykładzie trzech gigantów z zupełnie różnych branż.

Wizjoner – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Był synem farmera, miał siódemkę rodzeństwa i już od najmłodszych lat wykazywał szczególne zainteresowanie mechaniką i techniką. W wieku 17 lat udał się podobno pieszo z Dearborn do Detroit, gdzie w zakładzie Dry Dock Engine Works po raz pierwszy ujrzał silnik spalinowy. To właśnie ta maszyna stanie się jego fascynacją, kiedy cały świat będzie wolał stawiać na elektryczność, wstrzymując oddech i śledząc wynalazki chociażby Tomasza Edisona. Mimo tego właśnie Edison podczas ich pierwszego spotkania powiedział mu ponoć:  „Niech pan trwa przy pracy nad swoją maszyną. Jeśli wydostanie pan to, czego szuka, wróżę panu wielką przyszłość”. Wytrwał i od 1931 r. do dzisiaj koncern Forda jest drugim producentem samochodów w Stanach Zjednoczonych. Henry Ford był pasjonatem, cholerykiem, wizjonerem i miał niespotykane marzenie. Chciał, aby samochód był pojazdem dostępnym dla każdego. Dlatego nie poprzestawał w staraniach dopracowania pojazdu, szybkiego, wytrzymałego i… coraz tańszego. Ford był niezłomny w swych zasadach, dlatego zależało mu, by praca w jego fabrykach była coraz wydajniejsza, a zużycie materiałów jak najbardziej optymalne. Dzięki temu koncern produkował coraz więcej aut za coraz niższą cenę. W 1908 r. samochody marki Ford kosztowały 950 dolarów, a w 1927 r. klienci mogli je nabywać za cenę 290 dolarów! Dzisiaj każdy powiedziałby, że taki precedens musi odbywać się kosztem jakości, ale nie w wypadku pierwszych samochodów Forda (koncern wprowadził m.in. zasadę, aby każdy sprzedawca samochodów prowadził darmowy serwis dla nowo kupionych samochodów, gdyby te miały wadliwe części). Czy to się opłacało? Liczba wyprodukowanych samochodów w tym czasie wzrosła ponad trzykrotnie, co jak wskazywał sam założyciel, o wiele bardziej się opłacało niż sprzedaż mniejszej liczby produktów za większą cenę. Niestety, jak pokazuje historia, nie wystarczyło to, aby firma swobodnie się rozwijała przez kolejne dekady.

Henry Ford miał konkretną wizję, pasję oraz plan na realizację swoich marzeń. Czy był jednak idealnym menedżerem? Dbał o odpowiednie zarobki swoich pracowników, kształcił ich, ale z drugiej strony – nie zgadzał się na tworzenie związków zawodowych. Zależało mu na udoskonalaniu procesu produkcji samochodów i jednocześnie nie zgadzał się na wprowadzanie udoskonaleń w samych samochodach (chodziło m.in. o skrzynie biegów, hamulce czy ośmiocylindrowe silniki). Co więcej, Henry Ford chciał zarządzać swoją coraz większą firmą bez tworzenia stanowisk menedżerskich. Jakby tego było mało, każdego pracownika przejawiającego chęci i umiejętności do zarządzania zwalniano (a pomagała w tym wewnętrzna policja stworzona do wykrywania tego typu inicjatyw). Wielu czekało na przekazanie firmy, którą założyciel koncernu kierował od 1906 r., jego synowi. Firma trafiła w końcu pod stery Edsela Forda, ale niestety jego przedwczesna śmierć w 1943 r. spowodowała, że na dwa lata do zarządzania wrócił jego ojciec. W tym czasie firma przeżywała już głęboki kryzys, a główną przyczyną wydaje się właśnie fatalne zarządzanie. Dopiero Henry Ford II stworzył pierwszy w historii firmy zarząd i uratował kolosa motoryzacji przed upadkiem.

Wizja to nie to samo co zarządzanie

Może i musi to być przestrogą dla wielu firm w temacie sukcesji i zarządzania firmą. Ford, tłamsząc wszelkie przejawy i chęci zarządzania choćby małym wycinkiem jego firmy, sprowadził na cały koncern ogromne kłopoty. Potwierdziły się one, kiedy nie był zdolny do prowadzenia firmy, a jego syn przegrał walkę z chorobą. Kto w takim wypadku mógł wziąć odpowiedzialność za kierowanie tak dużym koncernem? Wszystko spadło na dwudziestokilkuletniego Henry’ego Forda II, który koncepcję zarządzania przejął od konkurenta, jakim był General Motors, i w ten sposób 10 lat później firma zaczęła odnotowywać ponowne wzrosty. Brak zarządu i godnych zaufania menedżerów narażał firmę na duże zamieszanie i straty, kiedy doszło do tak nieprzewidywalnych zdarzeń jak choćby śmierć jej prezesa. Wizja oraz idea powstania firmy jest bardzo ważna, ale sama w sobie nie wystarczy, aby tworzyć pełnowymiarową firmę. Posługując się nomenklaturą Simona Sinka, Henry Ford wiedział, co chce osiągnąć i dlaczego, ale zabrakło odpowiedniego wykształconego elementu jak? Nasza firma nie może się rozwijać bez odpowiedniej kadry i następców. Prześledźmy zatem losy jednej z największych firm świata, która swój sukces, dla odmiany, jak twierdził sam jej założyciel, zawdzięcza wspaniałym współpracownikom.

Dostęp możliwy dla zalogowanych użytkowników serwisu. Jeśli posiadasz aktywną prenumeratę przejdź do LOGOWANIA. Jeśli nie jesteś jeszcze naszym Czytelnikiem wybierz najkorzystniejszy WARIANT PRENUMERATY.

Zaloguj Zamów prenumeratę
Drukuj

Zobacz również

Archiwum