Rynek pracownika czy... dobrego pracodawcy?

Tomasz Gordon   Szef Sprzedaży 42/2019
SS_42_26.jpg
  • Dlaczego sroka nie zrozumie menedżera?
  • Dlaczego tzw. rynek pracownika stanowi idealne alibi dla HR-owego niedbalstwa?
  • Jak zaprojektować skuteczny proces rekrutacji, który zapełni wakujące stanowiska i wesprze wizerunkowo pracodawcę?

Rekrutacja jest kosztochłonna, czasochłonna i zazwyczaj nieskuteczna. Kandydaci są krnąbrni, nie przychodzą na rozmowy i mają wygórowane oczekiwania. Dotyczy to szczególnie najmłodszych pracowników, którzy dopiero skończyli studia, a już chcą lukratywnych stanowisk i niebotycznego wynagrodzenia – często słyszę takie opinie od menedżerów, właścicieli firm oraz pracowników HR.

Rzeczywiście spadek bezrobocia, otwarte granice i szeroki wybór możliwości zawodowych powodują, że ławka kandydatów jest coraz krótsza. W szczególności dotyczy to specjalistów i zasobnych menedżerów. To właśnie ich brakuje na rynku pracy. Nazwanie jednak tego stanu rynkiem pracownika jest w dużej mierze nadużyciem. Według mnie żyjemy na rynku dobrego pracodawcy i kiedy zadba się kompleksowo o proces rekrutacji, a później wdrożenie kandydata do organizacji, to ograniczona liczba zasobów ludzkich nie stanowi przeszkody w rozwoju.

Co zatem stanowi zagrożenie? Przede wszystkim są to niefrasobliwość i patrzenie krótkookresowe. Po 2010 r. w polskich firmach bardzo zmniejszono działy HR. Obowiązki rekrutacji, a później wdrażania, mentoringu, szkoleń i coachingu przeniesiono na menedżerów niższego i średniego szczebla, którym niestety brakowało i brakuje wiedzy oraz doświadczenia w tym zakresie, stąd błędy rekrutacyjne, rozczarowani kandydaci, negatywny marketing szeptany w sieci i summa summarum: ogromne koszty i mizerne rezultaty.

 

Dostęp możliwy dla zalogowanych użytkowników serwisu. Jeśli posiadasz aktywną prenumeratę przejdź do LOGOWANIA. Jeśli nie jesteś jeszcze naszym Czytelnikiem wybierz najkorzystniejszy WARIANT PRENUMERATY.

Zaloguj Zamów prenumeratę
Drukuj

Zobacz również

Archiwum