Rozmowa z Lidią Buksak, logopedą medialnym, doświadczonym trenerem wystąpień publicznych, autorką książki Szkoła mówców.

Od ponad 20 lat uczy Pani wystąpień publicznych. Wśród osób korzystających z Pani szkoleń są także menedżerowie sprzedaży. Jak ocenia Pani poziom ich przygotowania do wystąpień publicznych (przed szkoleniem)?

Szkolę głównie menedżerów i kadrę zarządzającą. Muszę przyznać, że z roku na rok jest coraz lepiej, ale wciąż większość osób, które szkoliłam, pomimo udziału w różnych kursach, nie jest dobrze przygotowana do wystąpień publicznych. Menedżerowie po prostu nie wiedzą, jak się dobrze przygotować, więc powtarzają te same błędy, co wszyscy przed nimi. Nie szukają nowych rozwiązań. Ich wystąpienia są przewidywalne, zbudowane według starych schematów, nienowoczesne, sztywne, nudne i – co najgorsze – nie mają określonego celu. Takich wystąpień ludzie nie chcą słuchać i bardzo szybko się wyłączają, a w konsekwencji nie podejmują działań, na których menedżerowi zależy.

Jakie błędy najczęściej popełniają niedoświadczeni mówcy?

Wymienię kilka:

  • nie nawiązują relacji z odbiorcami,
  • wcale się nie przygotowują lub robią to źle,
  • nie określają celu prezentacji,
  • nie określają, co jest istotą rzeczy, i nie wiedzą, co konkretnie publiczność ma zapamiętać,
  • nudzą,
  • próbują powiedzieć wszystko, co wiedzą na dany temat, nie dokonując selekcji treści w kontekście celu prezentacji,
  • mają słabą, szkolną, niespójną z osobowością i treścią mowę ciała,
  • nie nawiązują lub pozorują kontakt wzrokowy,
  • udają kogoś innego – nie są autentyczni i wiarygodni,
  • są spięci na scenie, brak im swobody,
  • nie mówią barwnie, tylko monotonnie,
  • nie pokazują, że wierzą w to, co mówią,
  • slajdy w ich prezentacjach są przeładowane.

Warto przyglądać się nie tylko swoim mocnym stronom, lecz także błędom, które popełniamy. Dobry mówca to świadomy mówca, więc dopiero gdy określimy błędy i nasze obszary do pracy, będziemy mogli zacząć prawdziwą zmianę.

Od czego zacząć wystąpienie, żeby przyciągnąć uwagę słuchaczy?

Oczywiście od dobrego wstępu. A tymczasem większość menedżerów robi bardzo słabe wstępy i marnuje te cenne pierwsze minuty wystąpienia na nic niewnoszące gadanie. Warto zrozumieć, że jeśli na początku nie zrobimy czegoś innego niż wszyscy, to odbiorcy natychmiast zaczną myśleć o tym, czy będą na obiad jedli ogórkową, czy pomidorową.

Wstęp ma dwie funkcje – po pierwsze, trzeba przykuć uwagę i zaciekawić odbiorców, po drugie, trzeba ich osadzić w kontekście, czyli powiedzieć im, po co mają nas słuchać, co będą z tego mieli. W związku z tym trzeba zrobić lub powiedzieć coś, co tak zadziała, na przykład opowiedzieć historię, zacząć od cytatu, anegdoty czy mocnej liczby. Oczywiście nie chodzi o to, żeby to było cokolwiek, bo zawsze mówię, że gdyby chodziło tylko o to, by zszokować publiczność, wystarczy wyjść na scenę nago – na pewno zwrócimy na siebie uwagę. Tylko co ludzie zapamiętają?

Niezależnie od tego, jaki element przykuwający uwagę zastosujemy, musi on mieć związek z treścią, budować obrazy w głowach odbiorców, które z kolei pomogą im zapamiętywać najważniejszy przekaz.

Ile powinno trwać dobre wystąpienie (np. motywacyjne dla pracowników) – czy są jakieś reguły? Jak długo to już „za długo”?

W mojej ocenie, jeśli nie chcemy zamęczyć słuchaczy, to nie za długo. Nieprzypadkowo wystąpienia TED nie przekraczają 18 minut. Wystąpienia Baracka Obamy również nigdy nie były dłuższe. To czas, kiedy odbiorcy są w stanie bez problemu skupić uwagę i czerpać z naszego wykładu wartości. Oczywiście, jeśli nie mamy nic sensownego do powiedzenia, to – czy będziemy mówić krótko, czy długo – tak samo zamęczymy i zniechęcimy słuchaczy.

Moim klientom polecam, żeby ich wystąpienia nie przekraczały 15 minut. Czasem na początku szkolenia słyszę wątpliwości, że to za krótko, żeby powiedzieć o wszystkim, co ważne. Ale takie wątpliwości mają osoby, które nie potrafią zbudować sensownej strategii wystąpienia, mówią chaotycznie, nie mają przygotowanej nowoczesnej, inspirującej struktury prezentacji i nie potrafią dokonywać selekcji treści. A gdy już się tego wszystkiego nauczą, nagle się okazuje, że można to zrobić. Niezbyt długi czas wystąpienia jest o wiele korzystniejszy zarówno dla mówcy, jak i dla odbiorców.

Przed jakimi pokusami kategorycznie należy się bronić podczas wystąpień publicznych?

Przede wszystkim przed pokusą powiedzenia wszystkiego, co wiemy. Nie warto też ulegać pokusie dygresji – to dotyczy zwłaszcza osób ekspresyjnych, którym co chwilę wpadają do głowy nowe pomysły na to, co ciekawego mogliby jeszcze opowiedzieć. Na pewno należy się też strzec chęci bycia kimś innym, udawania kogoś, kim nie jesteśmy, mówienia w sposób, w jaki nie mówimy na co dzień – to zawsze kończy się źle.

Często też, gdy nie lubimy lub boimy się występować albo gdy nie wiemy, jak się dobrze przygotować, ulegamy pokusie nieprzygotowywania się. A stąd już tylko krok do katastrofy. Nie polecam tego. Przygotowanie, a raczej dobre przygotowanie jest podstawą sukcesu mówcy.

Nikt nie jest nieomylny i zapewne każdemu zdarzyła się (lub zdarzy) wpadka podczas wystąpienia. Czy pamięta Pani jakąś wyjątkowo śmieszną lub krępującą sytuację z własnej praktyki lub zasłyszaną? Jak można wybrnąć z takiej sytuacji bez szkody dla reszty wystąpienia i dla swojego wizerunku?

Oczywiście, że nie ma mówców bezbłędnych. I całe szczęście, bo ludzie nie oczekują na scenie doskonałych maszyn, tylko prawdziwych ludzi. Ja, występując na scenie, również popełniłam niejeden błąd.

Do tej pory pamiętam i wstydzę się jednego mojego wystąpienia. Byłam niedoświadczonym mówcą, ale bardzo się starałam. Niestety moje starania nie dawały efektu, ludzie rozmawiali, wchodzili i wychodzili, ogólnie mówiąc – nie zwracali na mnie uwagi. Nie wiedziałam, co robić, moja frustracja rosła z minuty na minutę. W końcu wybuchłam i zaczęłam na tych ludzi krzyczeć, dosłownie. To było straszne. Na sekundę zapadła zupełna cisza, ale po chwili wszystko zaczęło się ponownie, ze zdwojoną siłą. To była moja największa porażka na scenie. Byłam załamana. Dopiero gdy przyjrzałam się tej sytuacji, zrozumiałam, że to musiało się skończyć źle, bo ja jako mówca nie zrobiłam najważniejszej rzeczy – nie nawiązałam relacji z tymi odbiorcami, myślałam, że to, co mam do powiedzenia, jest tak ważne i ciekawe, że oni po prostu powinni mnie słuchać.

Dziś, gdy staję na scenie, najważniejsze jest dla mnie zbudowanie relacji z publicznością. Wiem, że jeśli ludzie poczują, że są dla mnie ważni i że mi na nich naprawdę zależy, oddadzą mi to swoją uwagą i zaangażowaniem.

Niebagatelną rolę podczas wystąpień publicznych odgrywa mowa ciała mówcy. Na co w szczególności powinniśmy zwracać uwagę w tym obszarze?

Na autentyczność, związek z treścią, osobowością i emocjami mówcy. Mowa ciała ma pokazywać prawdę i wspierać treści. Niestety wiele osób myśli, że mówca powinien mieć jakąś wystudiowaną, wymyśloną mowę ciała. Uczą się gestów, które potem nijak się mają do treści, a to od razu widać. Kluczem powinna być spójność. Trzeba pozwolić swojemu ciału robić swoją robotę, przestać się koncentrować na każdym geście, a wtedy ono nas wesprze i będzie robić to, co trzeba.

Oczywiście niektórzy popełniają konkretne, obśmiane wielokrotnie błędy, na przykład robią nieszczęsną „piramidkę” czy „listek figowy”. Takie błędy rzeczywiście trzeba eliminować.

Dla zdecydowanej większości osób wystąpienia publiczne wiążą się ze stresem, niekiedy bardzo dużym. Co robić, jeśli czujemy, że paraliżuje nas on tak bardzo, że prawie nie jesteśmy w stanie wydusić z siebie słowa?

Takie sytuacje, gdy z powodu stresu nie możemy wykrztusić słowa, zdarzają się niesłychanie rzadko. Jeśli rzeczywiście tak się dzieje, namawiam do pracy ze specjalistą od wystąpień publicznych i najlepiej, jeśli jest to praca indywidualna. Są oczywiście techniki pomagające w takich sytuacjach, ale ważne jest przepracowanie przyczyny tak głębokiego stresu.

Mówiliśmy już o wartości dobrego przygotowania się do wystąpienia. Warto dodać, że jego brak jest jedną z głównych przyczyn tremy na scenie. Tu rozwiązanie jest proste – trzeba się przygotowywać i ćwiczyć tak długo, aż poczujemy się pewnie.

Niektórzy mówcy w wyniku stresu mają szereg przykrych objawów fizycznych, które mogą być zauważone przez widownię (intensywny rumieniec na twarzy, drżące ręce lub nogi), co dodatkowo obniża pewność siebie. Czy można coś na to poradzić?

Te objawy fizjologiczne, o których Pani wspomniała, są bardzo trudne. Gdy mówca zaczyna je odczuwać i zdawać sobie z nich sprawę, nakręca się coraz bardziej i wtedy jest już tylko coraz gorzej. Pamiętam siebie sprzed lat, kiedy stawałam na scenie i trzęsłam się tak bardzo, że aż falowała mi spódnica. Często też przed wystąpieniem tak bardzo bolał mnie brzuch, że nie mogłam wyjść z toalety.

Prawda jest taka, że gdy to się już dzieje, bardzo trudno sobie poradzić i zniwelować te objawy, a ponieważ to zauważamy, stres się potęguje. Jedyne, co można zrobić, to głęboko oddychać i nauczyć się prowadzić dialog ze swoim mówcą wewnętrznym. Ale to jest dłuższa praca, nie nauczymy się tego w danym momencie na scenie.

Trzeba rozumieć, że stres na scenie nie jest przyczyną kłopotów, tylko rezultatem. Czego? Naszych ograniczających przekonań, czyli myślenia o sobie, o świecie, o wystąpieniach publicznych. A to wymaga pracy, nie w czasie wystąpienia, bo wtedy już za późno, tylko przed nim.

Kto, Pani zdaniem, może być wzorem do naśladowania, jeśli chodzi o wystąpienia publiczne – w Polsce i na świecie?

Każdy, kto potrafi zaczarować publiczność i wciągnąć ją do swojego świata. Tylko i aż tyle. Reszta jest kwestią gustu, a z tym się nie dyskutuje. Unikam podawania nazwisk, bo ludzie próbują naśladować takich mówców, a nie o naśladowanie tu chodzi, tylko o budowanie własnej tożsamości na scenie.

Jakie jest Pani zdanie na temat prezentacji wspierających wystąpienie – korzystać z nich czy nie? A jeśli korzystać, to o czym pamiętać, przygotowując slajdy?

Oczywiście korzystać, bo przecież nie bez powodu ktoś powiedział, że obraz wart jest więcej niż tysiąc słów. Trzeba jednak pamiętać, że to nie oznacza, że na obrazie ma być tysiąc słów. Badania mówią, że ludzie zapamiętują treści o wiele lepiej, gdy są wzmocnione slajdami. Slajdy czy inne formy wizualizowania treści, na przykład oparte na mapie myśli Prezi, mogą być wspaniałym wsparciem, podkreślając najistotniejsze rzeczy. Muszą jednak spełniać kilka warunków. Nie może ich być za dużo, nie mogą być przeładowane, nieczytelne (z powodu np. zbyt małej czcionki), chaotyczne i niezwiązane z treścią.

Osobiście korzystam ze slajdów rzadko i tylko na dużej scenie. Najczęściej występuję tylko z flipchartem. Bardzo często słyszę od moich odbiorców po takim wystąpieniu, że są pod wrażeniem, że bez slajdów utrzymałam ich uwagę na najwyższym poziomie i że w ogóle nie odczuli ich braku. To świadczy o tym, że można się obyć bez prezentacji. Trzeba być jednak świadomym, że nie mając slajdów, trzeba dać z siebie o wiele więcej.

Przejdźmy do humoru w wystąpieniach publicznych. Jak go mądrze stosować? Nie każdy potrafi opowiadać dowcipy i anegdoty…

Oj tak, nie każdy. To wspaniałe narzędzie przykuwania uwagi i budowania relacji z publicznością. Ale nie chodzi o opowiadanie kawałów (np. o blondynkach) czy dowcipów, które kogoś obrażają lub są śmieszne, ale nieadekwatne do poruszanych przez nas treści. Tu trzeba wielkiego wyczucia i klasy. Według mnie bardziej chodzi tu o anegdotę niż kawał i o to, żeby żartować raczej z samego siebie niż z innych. O tym i o wielu innych kwestiach dotyczących wystąpień publicznych napisałam dużo w mojej książce Szkoła mówców, zachęcam do czytania i ćwiczenia.

W wykorzystywaniu humoru bardziej chodzi o osiągnięcie efektu wow niż o rozśmieszenie publiczności. Humor w wystąpieniu biznesowym nie może zastępować treści. Jest po prostu narzędziem realizacji celu przekazu. Widz powinien zapamiętać coś więcej niż tylko to, że było śmiesznie.

Na koniec – kwestia wyglądu mówcy. Na co lepiej postawić – wyrazisty wizerunek (np. mocne kolory stroju, przykuwające uwagę dodatki) czy maksymalnie standardowy ubiór, którego zadaniem jest nie przykryć prezentowanych treści?

Strój mówcy jest elementem wizerunku i sposobem na wywieranie wrażenia. Myślę, że na pewno nie warto być „przezroczystym”, nijakim, ale też nie skrajnie ekstrawaganckim. Słusznie Pani zauważyła, że ubiór nie może iść przed treścią, bo ludzie nie mają zapamiętać z naszego wystąpienia jedynie tego, jak wyglądaliśmy. Warto zadbać o to, by wygląd był adekwatny do sytuacji, dostosowany do branży, dla której występujemy, czy pory roku. Często mówi się, że mówca powinien być o ton bardziej elegancki niż jego odbiorcy. Ja bym powiedziała, że mówca nie powinien być wizerunkowym sztywniakiem, tylko po prostu mieć klasę.

Dziękuję za rozmowę.

Zobacz również

Szefem się bywa, a człowiekiem się jest

SS_52_62.jpg

Rozmowa z Sylwią Królikowską, Supernianią Liderów, o wyzwaniach, przed którymi menedżerowie sprzedaży stanęli w obliczu przedłużającej się pandemii.

Czytaj więcej
Tekst otwarty nr 51/2020

Nie masz wpływu na pandemię, ale masz wpływ na decyzje, jakie podejmujesz

SS_51_60.jpg

Rozmowa z Michałem Kanarkiewiczem, który uczy strategicznego myslenia poprzez grę w szachy

Czytaj więcej
Tekst otwarty nr 50/2020

Jak określać i komunikować cele działowi sprzedaży?

SS_50_54.jpg

Rozmowa z Małgorzatą Wardą, doświadczonym dyrektorem sprzedaży i konsultantem biznesowym

Czytaj więcej

Przejdź do

Partnerzy

Reklama