Postawić klienta w centrum uwagi – rozmowa z Arturem Chmielewskim

Anna Przybył   Szef Sprzedaży 36/2018

Wywiad z Arturem Chmielewskim, dyrektorem zarządzającym Avaya Poland, na temat wyzwań, przed jakimi staje obecnie branża telekomunikacyjna.

Dlaczego zdecydował się pan na pracę w branży telekomunikacyjnej i w sprzedaży?

W pierwszej połowie lat 90., gdy kończyłem studia telekomunikacyjne, Polska bardzo odstawała od państw rozwiniętych, więc od początku wiedziałem, że w telekomunikacji jest tu bardzo dużo do zrobienia. Był to też fascynujący okres szybkiego nadrabiania strat i redukowania dystansu do krajów lepiej rozwiniętych. Uczestnicząc w tym procesie, wszyscy mieliśmy poczucie misji, brania udziału w czymś przełomowym.

Jakie wydarzenia stanowiły kamienie milowe w pana dotychczasowej karierze zawodowej i doprowadziły do miejsca, w którym jest pan obecnie?

Trudno mi wskazać jakieś przełomowe momenty, ponieważ z perspektywy czasu widzę, że każdy etap mojej kariery zawodowej był niezbędny i czegoś mnie nauczył. Jednak najbardziej doceniam okres pracy za granicą. Zrezygnowałem ze stanowiska kierowniczego w Polsce i podjąłem pracę jako konsultant handlowy w Niemczech. Wymagało to umiejętności przekonywania ludzi do swoich racji, argumentowania, akceptowania innej mentalności, innego podejścia do życia i biznesu… Przeprowadzka z całą rodziną otwiera horyzonty i uczy większej tolerancji, pozwala też zobaczyć, że wiele spraw – w firmach, w urzędach, w społeczeństwie – może funkcjonować zupełnie inaczej. To bardzo cenne doświadczenie i takie wyjście poza strefę komfortu polecam każdemu.

Co w pana karierze zawodowej stanowiło największe wyzwanie?

Niemal każdy kolejny krok rozwoju zawodowego stanowił dla mnie poważne ­wyzwanie. Potem okazywało się, że nie było ono aż tak wielkie i że prawdziwym wyzwaniem będzie dopiero to następne. W tej perspektywie najbardziej wymagające jest stanowisko, które zajmuję obecnie, czyli szefa firmy Avaya na Polskę. Jest to wyzwanie także dlatego, że branża teleinformatyczna zmienia się bardzo szybko, zmienia się też rynek. Wymaga to umiejętności szybkiego akceptowania zmian i adaptowania się do nowych warunków.

Kto stanowi dla pana największy autorytet zawodowy i dlaczego właśnie ta osoba?

Z mojego doświadczenia wynika, że dość rzadka jest umiejętność pogodzenia kompetencji sprzedażowych i efektywnego zarządzania. Spotkałem świetnych sprzedawców, którzy nieszczególnie sobie radzili z zarządzaniem ludźmi. Miałem też wspaniałych menedżerów, za których dałbym sobie rękę uciąć, którzy jednak nie byli dobrymi sprzedawcami. Brakuje więc w moim otoczeniu kogoś, kto byłby dla mnie wzorem w obu obszarach. Nie będę tu oryginalny, mówiąc, że wielkim autorytetem dla mnie jest Steve Jobs – ale też nie w każdym aspekcie, bo odrzucam wiele cech jego charakteru. Podziwiam jednak jego wizjonerstwo połączone z niebywałą wręcz konsekwencją w realizacji swoich wizji oraz umiejętność podniesienia się po upadku. Jobs był też w stanie kształtować rynek i gusta klientów. Każda firma stawiająca na innowacje życzyłaby sobie mieć na czele osobę o takich umiejętnościach.

Jakim mottem kieruje się pan w pracy zawodowej?

Staram się nie wymagać od współpracowników więcej niż od siebie. Nie chodzi mi tu o specjalne umiejętności czy kompetencje, bo te trzeba wykorzystywać zawsze. Ale w przypadku dyscypliny, sposobu pracy, wysiłku wkładanego w naszą wspólną pracę staram się, żeby był zachowany parytet. Jestem graczem zespołowym i zależy mi, żebyśmy funkcjonowali razem, jako zwarta drużyna.

Dostęp możliwy dla zalogowanych użytkowników serwisu. Jeśli posiadasz aktywną prenumeratę przejdź do LOGOWANIA. Jeśli nie jesteś jeszcze naszym Czytelnikiem wybierz najkorzystniejszy WARIANT PRENUMERATY.

Zaloguj Zamów prenumeratę
Drukuj

Zobacz również

Polecamy

Archiwum